Samochód elektryczny kontra korek i mróz
Samochód elektryczny kontra mróz i korek – jak to jest? Słyszeliśmy ostatnio, że intensywne opady śniegu sparaliżowały drogę ekspresową S7, kierowcy utknęli w gigantycznym korku, stali 4-5 godzin w miejscu, a jak podały służby, niektórzy alarmowali, że kończy im się paliwo i boją się, że zamarzną w swoich samochodach. Przy okazji pojawiły się znowu standardowe komentarze przeciwników samochodów elektrycznych, którzy triumfalnie ogłosili, że taka sytuacja to dowód na to, że samochód elektryczny nie nadaje się do jazdy przy ujemnych temperaturach, bo gdy stanie w korku, to za chwilę rozładuje mu się akumulator, a pasażerowie zamarzną na śmierć.
Sprostujmy tę informację. Typowy samochód elektryczny ma akumulator o pojemności około 60 kWh. To oznacza, że może dostarczać prąd o mocy 1 kW (1000 W) przez 60 godzin. Taki pojazd podczas jazdy zużywa średnio 20 kWh energii na przejechanie każdych 100 km. Wystarczy podzielić 60 przez 20 i wychodzi na to, że zasięg takiego samochodu wynosi 300 km. Wszystko się zgadza jak dotąd, prawda?
Duże samochody elektryczne – auta rodzinne, SUV-y, samochody luksusowe mają jeszcze większe akumulatory, 80-90, a nawet ponad 100 kWh. Większy akumulator wymuszony jest większym zużyciem energii przez te auta wynikającym głównie z ich masy, często przekraczającej 2,5 tony. Taki samochód potrafi zużywać nawet 30 kWh energii, co przy akumulatorze 90 kWh nadal daje mu zasięg 300 km. Przy spokojnej jeździe (np. 120 km/h) i zużyciu 20 kWh/100 km mamy realny zasięg 400 km przy akumulatorze 80 kWh.
Co ma do tego mróz, korek i klimatyzacja? Otóż włączona klimatyzacja w samochodzie, czyli ogrzewanie lub wychładzanie wnętrza kabiny wiąże się z poborem prądu z mocą typowo od 1 do 2 kW. Gdy wsiadamy do auta, które całą noc stało na mrozie, wewnątrz kabiny panuje ujemna temperatura i włączymy ogrzewanie, chwilowo pobór mocy może wzrosnąć do 4 kW, aby błyskawicznie ogrzać wnętrze auta. Ale już po ustabilizowaniu temperatury na poziomie 20-21 st. C (co zajmuje najwyżej kilka minut) pobór spada najczęściej do 1,5-2 kW.
Innymi słowy, mały samochód elektryczny zużywa 1 kWh energii na ogrzewanie kabiny przez jedną godzinę (pobór prądu o mocy 1 kW przez 1 h), duży samochód – 2 kWh.
Skoro w typowym samochodzie elektrycznym mamy akumulator 60 kWh, to oznacza, że zużywając 1 kWh energii na godzinę możemy stać w miejscu z włączoną klimatyzacją przez 60 godzin – to dwie i pół doby!
A nawet przyjmując, że złapie nas korek w momencie, gdy mamy już tylko akumulator naładowany do połowy, czyli mamy 30 kWh ładunku, wciąż możemy stać 30 godzin w korku lub 15 godzin, jeśli mróz będzie ostry (poniżej -10 st. C) i pobór mocy to 2 kW na ogrzewanie kabiny.
Kierowcy stojący w korku 5 godzin stracili najwyżej 10 kWh ładunku (licząc wysokie zużycie na poziomie 2 kW na działanie klimatyzacji). To skróciło zasięg ich aut o jakieś 50 km. Wartość raczej pomijalna.
Moje autko miejskie, BYD Dolphin Surf, zużywa 1 kW na ogrzewanie kabiny przy temperaturze zewnętrznej -2 st. C (pomiary z dziś, 1 stycznia 2026). Przy akumulatorze 43 kWh oznacza to, że teoretycznie mogę stać w miejscu i ogrzewać sobie kabinę przez jakieś 43 godziny, przy akumulatorze rozładowanym do połowy – ponad 20 godzin, czyli blisko dobę.
A co z radiem, zapytacie? Niektórzy twierdzą, że właściciele samochodów elektrycznych wyłączają radio, a nawet światła (!), by ograniczyć zużycie energii i zwiększyć zasięg. To wierutne bzdury wyssane z palca. System rozrywki pokładowej (infotainment) pobiera przeciętnie kilkadziesiąt watów mocy (niech będzie 100 watów dla okrągłego rachunku). Skoro wiemy już, że samochód pobiera 20 kWh na przejechanie 100 km, to włączenie radia zwiększa ten pobór o 100 Wh (0,1 kWh), czyli do 20,1 kWh. Przełóżmy to na zasięg. 60 kWh daje 300 km przy poborze 20 kWh (60 kWh/20 kWh), a po wzroście poboru do 20,1 kWh zasięg spada do 298,5 km (60 kWh/20,1 kWh). Czyli włączenie radia skraca zasięg samochodu o całe 1,5 kilometra. Rozumiecie teraz absurd twierdzenia, że właściciele elektryków wyłączają radio?
A światła? Nowoczesne oświetlenie LED pobiera od kilku do kilkunastu watów mocy na jeden element. Czyli włączone światła w samochodzie wiążą się z poborem energii na poziomie kilkudziesięciu watów, czyli jeszcze mniejszym niż radio. Wyłączenie świateł w samochodzie elektrycznym nic kompletnie nie zmieni.
Proszę, nie powielajcie już więcej tych bzdur o mrozach i samochodach elektrycznych.
