W drukarce wielofunkcyjnej najważniejszy dla mnie jest skaner

Dostałem niedawno do testów drukarkę wielofunkcyjną – czyli z funkcją drukowania, skanowania, kopiowania i faksowania. Podczas testów urządzenia okazało się, że mój pierwotnie zaplanowany kształt recenzji praktyka zupełnie wywróciła do góry nogami. Zamiast drukować, sprzęt wykorzystuję praktycznie od samego początku testów głównie do… skanowania.

Tu nie o to chodzi, że urządzenie wielofunkcyjne jest dla mnie jakimś wielkim novum i rajcuje mnie fakt, że z drukarką zintegrowano skaner. Użytkownikiem skanerów jestem od wielu lat – mój pierwszy skaner, Logitech ScanMan 256, ojciec kupił mi 30 lat temu. Jeśli macie ochotę, sprawdźcie to urządzenie w Google – przypomina przerośniętą myszkę, skanowanie odbywa się przez jeżdżenie urządzeniem po kartce, uzyskujemy obraz w odcieniach szarości. ScanMan pozwolił mi jednak na zdigitalizowanie mojej kolekcji zdjęć – przypomnę, że to były czasy jeszcze przed cyfrowymi aparatami fotograficznymi, więc wszystkie moje zdjęcia miałem wówczas w formie papierowych odbitek.

Pierwszy skaner płaski także pojawił się w moim domu wcześniej, niż u moich kolegów ze szkoły – pamiętam, że był to Agfa SnapScan 310, skaner kolorowy podłączany do komputera przez złącze SCSI. W tamtych czasach nie istniało jeszcze gniazdo USB, więc urządzenia peryferyjne podłączało się do komputera przez SCSI, port drukarkowy (Centronics), albo szeregowy RS-232.

Po jakimś czasie stałem się już posiadaczem urządzenia wielofunkcyjnego, łączącego atramentową drukarkę i skaner. Dziś w moim domu też stoi urządzenie tego typu – HP LaserJet Pro 100 Color MFP, z wbudowaną kolorową drukarką laserową. To sprzęt już wycofany ze sprzedaży, ale obecnie kupić można wiele modeli drukarek wielofunkcyjnych HP, które go zastąpiły.

Sprzęt, który wypożyczyłem ostatnio do testów, to urządzenie wielofunkcyjne OKI MC573dn, przeznaczone do małych biur (drukarka kosztuje w sklepach około 1350 złotych). Od mojej drukarki HP różni się przede wszystkim tym, że oferuje funkcję druku dwustronnego, a także ma wbudowany skaner z automatycznym podajnikiem papieru, również z funkcją dwustronnego skanowania. I to właśnie ten skaner najbardziej mnie uradował w tym sprzęcie, bo w końcu w wygodny sposób mogę się pozbyć mnóstwa papierów i dokumentów, które walają się po moim domu. Więc korzystając teraz z faktu, że skanowanie jest tu naprawdę wygodne (skonfigurowałem urządzenie tak, że skanowane dokumenty zapisuje w plikach PDF bezpośrednio na serwerze NAS), skanuję teraz na potęgę i wyrzucam stosy makulatury.

OKI MC573

I tu dochodzę do sedna, dlaczego postanowiłem się z Wami podzielić moimi przemyśleniami. Pierwotnym impulsem do nich była konferencja prasowa HP, w której uczestniczyłem kilka lat temu. Jeden z prelegentów powiedział wówczas ze sceny, że odkąd pojawiła się inicjatywa „Nie drukuj tego maila, oszczędzaj drzewa!” (na pewno widzieliście wpisy takiej treści w stopkach maili), liczba wydrukowanych stron zamiast zmaleć… rokrocznie wciąż zwiększa się w dwucyfrowym tempie (procentowy wzrost liczby stron rok do roku). Potwierdzają to także inne dane – w przeciągu ostatnich 20 lat masa zużytego papieru wzrosła o 126 procent – z 92 do 208 milionów ton. Były to dla mnie (i pewnie pozostałych uczestników konferencji) informacje zaskakująca, bo w ostatnich latach widzimy mnóstwo inicjatyw biur bez papieru czy ESOD-ów (Elektronicznych Systemów Obiegu Dokumentów), których celem ma być prawie całkowite wyeliminowanie papieru z firm. Zamiast wysyłać listy pocztą, komunikujemy się teraz przez emaile czy komunikatory internetowe. Faktury firmy także wysyłają między sobą w plikach PDF. Wnioski i formularze również coraz częściej składamy elektronicznie. Skąd zatem wzrost wydrukowanych stron?!

Sam też już w domu bardzo mało drukuję. Kiedyś drukowałem sobie artykuły, bo czytało mi się je wygodniej z kartki niż z ekranu monitora. Ale to było w czasach monitorów CRT, które wyraźnie migotały i męczyły wzrok. Ekrany LCD wzrok męczą już zdecydowanie mniej, a jak mam naprawdę dłuższy tekst do przeczytania, to przerzucam go sobie na czytnik Amazon Kindle – ale nie drukuję.

Prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą i wystawiam faktury. Ale wielu lat takie faktury wysyłam wyłącznie mailem w plikach PDF – nie muszę ich już drukować.

Dlatego drukarka służy mi w domu głównie do tego, by drukować… kolorowanki dla moich dzieci. Wpisuję w Google hasło, przykładowo, „princess coloring”, przełączam się na „Grafikę”, wybieram kolorowankę i wysyłam ją na drukarkę. Podejrzewam, że gdyby moja drukarka prowadziła statystyki wydrukowanych dokumentów, to w moim przypadku 80% to kolorowanki.

Co innego skaner. Z tego urządzenia korzystam coraz częściej. Służy mi teraz już nie do digitalizowania zdjęć, jak to było ponad 20 lat temu, bo zdjęcia teraz od początku mam już w formie cyfrowej (i też ich nie drukuję bynajmniej – jeśli chcę pokazać fotki z wakacji znajomym, to wrzucam zdjęcia na telewizor prosto z komórki przez Chromecasta).

Skanera używam teraz wyłącznie do skanowania dokumentów – informacji prasowych, które czasami dostaję na konferencjach w formie papierowej, ulotek, które chcę sobie zachować na przyszłość, wizytówek, faktur, które potem już w formie elektronicznej wysyłam do mojego biura księgowego, czy innych dokumentów.
W ten sposób digitalizuję dokumenty od kilku lat, ale gdy używałem do tego skanera bez podajnika, był to proces dość upierdliwy. Podajnik w mojej drukarce HP potężnie mi usprawnił skanowanie wielostronicowych dokumentów, a podajnik dwustronny w testowej drukarce OKI jeszcze bardziej mi ułatwił robotę.

Próbowałem też używać smartfonu do skanowania dokumentów – i aplikacji typu Tiny Scanner czy Office Lens. Jednak jakość takich skanów jest wciąż gorsza, w dodatku na krawędziach dokumentów pojawiają się cienie, które utrudniają potem odczytanie tekstu. Z drugiej strony – to najszybsza metoda digitalizowania dokumentów, zwłaszcza że jeszcze wspomniane aplikacje automatycznie potrafią „wyciąć” kartkę czy wizytówkę z tła, a nawet ją potem też automatycznie obrócić w razie potrzeby.

Digitalizowanie dokumentów ma w mojej ocenie praktycznie same zalety – pozbywamy się papierów, które zabierają mnóstwo miejsca w domu czy w biurze; łatwiej jest potem odszukać potrzebny dokument, zwłaszcza gdy zadbamy o odpowiednie nazewnictwo plików PDF, a najlepiej jeśli posłużymy się jeszcze programem z funkcjami OCR, który wygeneruje nam tzw. „przeszukiwalne” pliki PDF (Searchable PDF) – w takim pliku prócz samych zeskanowanych obrazów mamy też warstwę czystego tekstu, który jest generowany przez system optycznego rozpoznawania znaków – OCR.

W efekcie dla mnie najważniejszą teraz funkcją wielofunkcyjnej drukarki (tu używa się skrótu MFP – Multi-Function Printer) jest skaner.

Dodaj komentarz